słowa przyjdą same bo nie wyciągniesz ich ani za głowę ani za ogon z tej lisiej nory co tak złośliwie uśmiechać się lubi drażni mąci spokój bo by się chciało może coś powiedzieć wyjaśnić a tu figlarne nieznośne sylaby grzęzną gdzieś w aparacie mowy nie próbuj jednak na siłę wywołać życie smoistnie się toczy bez udziału woli zazwyczaj i w tym się kryje magia bo mróz rano a południa takie słoneczne że kurtke nieść musisz narzekać i cieszyć się jednocześnie wiosna i zieleń ja nie lubię wiosny nie lubię słońca i tłoku w trawajach nie lubię jak mnie ściska do podłogi przyciska to światło bo nie mam się gdzie schować gdzie ukryć zawstydzonych oczu wywróciły się już zwężone źrenice powieszchnie wchłaniania ograniczając do minimum teraz siedzę i czekam jak na zbawienie aż zechce Ci się pomyśleć o mnie może choć przelotnie żebym mogła nadinterpretować sygnały i topić się w chwilowych złudzeniach



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz