poniedziałek, 26 marca 2012

rośnij duża, okrąglutka




słowa przyjdą same bo nie wyciągniesz ich ani za głowę ani za ogon z tej lisiej nory co tak złośliwie uśmiechać się lubi drażni mąci spokój bo by się chciało może coś powiedzieć wyjaśnić a tu figlarne nieznośne sylaby grzęzną gdzieś w aparacie mowy nie próbuj jednak na siłę wywołać życie smoistnie się toczy bez udziału woli zazwyczaj i w tym się kryje magia bo mróz rano a południa takie słoneczne że kurtke nieść musisz narzekać i cieszyć się jednocześnie wiosna i zieleń ja nie lubię wiosny nie lubię słońca i tłoku w trawajach nie lubię jak mnie ściska do podłogi przyciska to światło bo nie mam się gdzie schować gdzie ukryć zawstydzonych oczu wywróciły się już zwężone źrenice powieszchnie wchłaniania ograniczając do minimum teraz siedzę i czekam jak na zbawienie aż zechce Ci się pomyśleć o mnie może choć przelotnie żebym mogła nadinterpretować sygnały i topić się w chwilowych złudzeniach  

środa, 29 lutego 2012





chowam się bo wnikliwym okiem a herbata jest za gorąca i gdybyś wiedział że parzę sobie język że kręci mi się w głowie że te wścipskie literówki to nie przez roztargnienie jestem spokojna może odrobinę zniecierpliwoiona nie trafiam kubkiem i obijam sobie zęby i wywróciłam się na drugą stronę szwy mam na wierzchu nie stygnie nie stygnę aparat mowy odmówił posłuszeństwa więc nie mówię bo mi się gardło zacisnęło w pięści i szkoda tylko że to nie tak samoczynnie że zawsze nam czegoś potrzeba szkoda że się do mnie nie odzywasz
kwas co z płuc do serca albo na odwrót może z serca do płuc przez wszystkie żyły i oczy takie wirujące zamknięte nie pozwalają czuć się dobrze jestem pokorna ale nie potrafię odetchnąć klin klinem klinem klin zgiń przepadnij potworze z głębi łóżka co odbierasz najpiękniejsze sny mdli mnie i targa jakoś od środka łapie za wnętrzności potrząsa jak to jest wstawać bez zawrotów? nie patrzę dziś na jedzenie nie słucham wytłumacz co stało się z odbiciem takie obce i milczące bardziej niż zwykle jest jeszcze szansa nadzieja choćby najmniejsza? spraw żebym przestała wątpić zmyj okrucieństwo krok krok a pięty mam obolałe przez starte podeszwy 
trawa za oknem jest złota to jakieś szaleństwo tak dziwacznie kontrasuje z czerwienią widzę świat w obrazach to pewnie poczucie winy miałam się uczyć miałam się ruszyć miałam spać normalnie i wyjść z domu to chyba moje oczy widzę jakoś inaczej już jasno to sen? / ile razy jeszcze będziesz sprawdzać? przecież świat nie znika tak po prostu coś jest nie tak coś dzieje się z twoją głową mała opanuj się ostatni raz ostatni i kładź się spać głupia całą noc siedziałaś gapiąc się w sufit kładź się u mad
Z n o w u dziś widziałam drzewa, brudną ziemie (stopniał śnieg, odsłonił szarość). Z n o w u zza okien, zza szyb samochodu, z n o w u nienamacalnie, nie żeby dotknąć. Widziałam jednak i widzę nadal. Przez pryzmat oczu co zapisują obraz, zbierają, ukrywają na taśmach świeżych wspomnień. Nie potrafię dziś z a p i s a ć. Niewidoczny najwidoczniej jest dla mnie pejzaż sylab, atrament w roztargnieniu rozlany, słowa. Zapomniałam co miałam na myśli, myśli zgubiłam, jestem w tym coraz lepsza. Dziś sama nie z a p i s z e rozproszonych myśli.